października 15, 2018

Odczarować macierzyństwo, czyli nieperfekcyjna Super Mama Wywiad z Marią Tymańską

Odczarować macierzyństwo, czyli nieperfekcyjna Super Mama Wywiad z Marią Tymańską
     Kobiety to istoty stworzone do zadań specjalnych – szczególnie dobrze wiedzą o tym mamy, które każdego dnia odkrywają w sobie kolejne super moce. Łączenie macierzyństwa, domowych obowiązków i osobistych pasji to prawdziwa sztuka logistyki, którą niejedna z nich opanowała do perfekcji. Chociaż to nie znaczy, że każda z nich powinna być perfekcyjną mamą. Ponieważ ideały istnieją, ale tylko w naszej wyobraźni.

     Maria to kobieta-rakieta do zadań specjalnych, która brawurowo łączy pracę jako DJ z byciem social media ninją, pisaniem i wydawaniem książki, prowadzeniem szkoły języka angielskiego dla dzieci oraz – a raczej przede wszystkim – opieką nad dwójką wesołych maluchów. Chcecie poznać przepis na sprawny multitasking według Marii?








    Jesteś mamą Teo i Luny, właścicielką szkoły angielskiego dla dzieci, wydałaś książkę, prowadzisz bloga i profile w mediach społecznościowych o tematyce parentingowej, wspólnie z mężem Tymonem Tymańskim wytwórnię płytową, a także pracujesz jako DJka… Wow, nie wiemy od czego zacząć! Czy istnieje jakiś złoty przepis (lub zaklęcie), aby połączyć te wszystkie obowiązki i nie zwariować?

      Złoty przepis to robić to, co się kocha ;) Każda z moich prac jest jak dziecko – choć może czasem się wściekam i mam dość, to nie mogłabym z żadnej zrezygnować. Każda daje mi satysfakcję na innym obszarze i w inny sposób, każda sprawia, że jestem tym, kim jestem. DJ-ingiem zaczęłam się zajmować, gdy miałam 16 lat i od zawsze traktuję to jako swoją pasję, która przypadkiem zaczęła przynosić też dochody. Nie jestem profesjonalną DJ-ką, która godziny spędza na szlifowaniu umiejętności turntablistycznych, ale gdy jestem w klubie oddaję temu całe serce (i ciało, bo gdy gram tańczę jak szalona :D), co powoduje, że ludzie po prostu to kupują – chcą bawić się razem ze mną.



   Potem wracam do domu, odsypiam kilka godzin i wstaję rano, żeby być mamą. Taką zwykłą, prawdziwą mamą, która czasem organizuje dzień pełen atrakcji, a czasem zalega na kanapie włączając pełnometrażówkę Disneya. To dlatego zaczęłam o swoim macierzyństwie pisać – żeby je trochę odczarować. Pokazać, że nasze brudne kuchnie i brudne dzieci są obecne w większości normalnych domów, że matka ma prawo iść na imprezę i tańczyć do 6 rano bez poczucia winy za niechęć do smażenia rano naleśników z bio gryki. Na to wszystko nałożyła się jeszcze ta najważniejsza obecnie praca – moje wykochane dziecko, czyli szkoła języka angielskiego Helen Doron. Gdy Teo i Luna byli już na świecie przyszła pora zmierzyć się z realiami, tzn. tym, że przyjdzie czas, gdy będę musiała do jakiejś pracy wrócić. Wiedziałam, że skończyłam na dobre z reklamą i social mediami, z którymi związana byłam w swoich singielskich, bezdzietnych czasach. Ścieżka edukacyjna okazała się być strzałem w dziesiątkę, zresztą kilka lat wcześniej skończyłam na Uniwersytecie Warszawskim studia nauczycielskie na filologii angielskiej i chyba gdzieś w głębi duszy od zawsze czułam, że moim przeznaczeniem jest właśnie nauczanie. I tak sobie od tego czasu łączę każdą z prac, poświęcając więcej energii to na jedną, to na drugą. Jakimś cudem to wszystko gra, choć nieraz znajomi pytają, czy przypadkiem nie mam czasowstrzymywacza takiego, jak Hermiona Granger w trzeciej części „Harry'ego Pottera” ;)



   W swojej książce „#MAMA. NIEPERFEKCYJNY NIEPORADNIK” radzisz jak w myśl rodzicielstwa bliskości pokonywać codzienne trudności, z którymi muszą zmagać się mamy. Czy czasami sama do niej zaglądasz?  

     Szczerze mówiąc w 1,5 roku po ukończeniu prac nad swoją książką, muszę się przyznać do tego, że nie wszystkie zawarte w niej porady i metody wychowawcze się sprawdzają. Nadal jestem fanką rodzicielstwa bliskości i porozumienia bez przemocy, coraz częściej jednak widzę, że wielu dzieciom potrzebne są jasne i niezmienne zasady, dzięki którym czują się bezpiecznie. Życie po raz kolejny pokazało mi, że żadne ekstremum nie jest słuszne, a prawda, nie powinno być w tym żadnego zaskoczenia, znajduję się gdzieś pośrodku. Gdybym, mając obecną wiedzę, teraz miała przejść ścieżkę rodzicielską jeszcze raz, zdecydowanie więcej wymagałabym od dzieci i zdecydowanie bardziej konsekwentna wobec nich bym była. Jednak, jak to zwykle w życiu bywa, przychodzi mi teraz zmierzyć się z efektami własnych wyborów ;) Gdy mój pięciolatek żywo dyskutuje ze mną przez 45 minut na temat tego, dlaczego on nie ma potrzeby sprzątania swoich brudnych skarpet i klocków lego rozsypanych po salonie, wszelkie mądre tezy z książek i artykułów pro-nvc odbijają mi się czkawką ;)


   To ważne, aby mama miała swoją własna przestrzeń, na której się realizuje – w Twoim przypadku to praca jako DJ. Co realizacja na gruncie innym niż macierzyństwo wnosi do Twojego życia?

     Dla mnie oczywiście jest to ważne, ale znam też sporo matek, dla których podstawową i największą realizacją jest właśnie wychowywanie dzieci, czy prowadzenie domu. I to też jest OK! Po raz kolejny wracamy do tematu równowagi i złotego środka. Nie możemy zakładać, że nasze podejście jest jedynym dopuszczalnym i słusznym. Ja istotnie znajduję niezbędny oddech w spędzaniu czasu na realizacji siebie i swoich pasji – może to być DJ-ing, może być wyjazd z przyjaciółmi na festiwal techno, może być spacer po lesie z psem. Wiem jednak, że nie ma nic niewłaściwego w byciu matką, która przez cały tydzień najbardziej czeka na to, żeby w weekend zabrać swoje dzieci do kina ;)




    Ja, jedynaczka, od dziecka byłam osobą, która ogrom czasu spędzała w samotności. Po krótkim okresie koło 20 urodzin, kiedy musiałam sobie wszystko w głowie przewartościować i na nowo nauczyć się lubić ten czas ze sobą, doszłam do etapu, w którym nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, jeśli raz na jakiś czas nie odetnę się od otoczenia. Nie tylko praca czy pasja są moim wentylem bezpieczeństwa, ale także rytuał kąpieli, czytanie książek, oglądanie seriali czy rozmowa z przyjaciółką przez telefon o północy.




   Choć w Polsce coraz więcej kobiet staje za DJską konsoletą, to wciąż dla wielu jest to zaskakujący widok. Ze sceną klubową i muzyką jesteś związana od wielu lat – m.in. innymi współtworząc pierwszy kobiecy sound system – Jah Dollz – grający szeroko pojętą muzykę jamajską. Opowiedz nam o swoich początkach.

      O początkach uwielbiam opowiadać, bo z perspektywy czasu widzę jakie były rozkosznie nieporadne. Miałam 15 lat kiedy razem z mamą poszłam na imprezę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, organizowaną w warszawskim klubie Punkt. Pamiętam, że tam zobaczyłam DJ-a z dreadami do pasa, który grał reggae. Stałam jak wryta chyba z godzinę, nie mogąc oderwać od niego oczu. Poza faktem, że jako piętnastoletni podlotek zakochałam się bez pamięci, postanowiłam przede wszystkim, że choćby nie wiem co, ja też będę tak grać. Potem stopniowo rozpoczęłam realizację tej pasji – zaczęło się od zakupu na allegro miksera Gemini Technomaster za 50 zł, co wtedy było dla mnie absolutnie niewyobrażalną kwotą. Do miksera podpinałam dwa discmany, za wzmacniacz służyła wieża domowa moich rodziców. Wszystkie oszczędności przepuszczałam na skrupulatnie wybierane płyty w stylu „The Best of Reggae” z Empiku. Nie jestem w stanie nawet zliczyć, ile godzin musiałam spędzić w tych śmiesznych budkach, w których można było odsłuchiwać utwory ze wszystkich albumów dostępnych w sklepie, w końcu każdy krążek był tak drogi, że musiałam mieć pewność, że każdy numer na nim jest świetny. I tak to się zaczęło – na początku zajmowałam się właśnie puszczaniem muzyki... ale po jakimś czasie, z nieznanych mi do końca przyczyn (bo śpiewać nie umiem kompletnie) dołączyłam do mojej przyjaciółki z liceum Ani, i razem postanowiłyśmy stworzyć w pełni damski sound system. Za konsoletą stanęły nasze dwie znajome z warszawskiego światka reggae, my zaś złapałyśmy za mikrofony. Pamiętam naszą ekscytację, kiedy dostałyśmy pierwsze zaproszenia na największe festiwale muzyki jamajskiej w Polsce i do kultowych klubów. Dla 17-18 latki to było ogromne przeżycie! 



    Wracając do macierzyństwa - czy nie uważasz, że na mamy nałożona jest pewnego rodzaju presja, że poza domem i dziećmi powinny realizować się w etatowej pracy, robić karierę i to najlepiej z uśmiechem na ustach?

    W ogóle nie. Skąd taki pomysł? Mam wręcz wrażenie, że obecnie panuje gigantyczna presja na robienie czegoś super, czegoś niestandardowego, najlepiej wyłącznie na własny rachunek, tak jakby praca w korporacji była swego rodzaju upadkiem i upokorzeniem. Obecnie młodzi ludzie przesiadują w knajpkach i na MacBookach realizują „projekty” – koniecznie ambitne, koniecznie z modnymi influencerami, takie którymi można się pochwalić na Facebooku i Instagramie. Jeśli siedzisz w biurze 8 etatowych godzin – jesteś nudnym, szarym zjadaczem chleba. Tymczasem ja uważam, że wszystko co robisz jest super, o ile robisz to dobrze i wkładasz w to serce. Jeśli ktoś kocha pracę w korpo, to niech pracuje w korpo. Jeśli ktoś kocha być freelancerem, niech będzie freelancerem. Jeśli ktoś zawodowo skleja modele samolotów, niech skleja modele samolotów :)

      Kim według Ciebie jest SUPER MAMA?

     Każda mama jest super mamą dla swojego dziecka. Nawet jeśli popełniła masę błędów, nawet jeśli zdarza jej się krzyczeć, nawet jeśli podaje czekoladę i włącza telewizję. Nawet jeśli pracuje w korporacji, albo nie pracuje wcale i w wolnych chwilach klei pierogi. Ważne, że to ona głaszcze do snu, całuje każde „ała” i nakleja na nie plaster z rysunkami. To ona tuli, opowiada bajki i zabiera do McDonalda. Proste ;)


      Jaki jest Twój ulubiony sposób, aby odetchnąć od trudów bycia rodzicem?

    Już o tym wspominałam – impreza, wyjazd z przyjaciółmi, retrit buddyjski, spacer z psem, kąpiel, ulubiony serial, tabliczka czekolady wsunięta pod osłoną nocy w ukryciu przed dziećmi. Sposobów mam milion i korzystam z nich naprzemiennie, w zależności od okoliczności ;)




      Prowadzisz szkołę języka angielskiego dla dzieci, uczysz w niej również swoje maluchy. W wielu wywiadach podkreślasz, jakie to ważne. Dlaczego?

     Język angielski to przyszłość. Choć nasz prezydent twierdzi, że Unia Europejska to wyimaginowana wspólnota, ja widzę, że dzięki niej podróże na studiach czy za pracą, stały się absolutnym standardem. Młodzi ludzie mogą teraz swobodnie brać udział w programach typu Erasmus, albo w wakacje dorabiać w beach barach na hiszpańskich plażach. Angielski ułatwia im start w tym multikulturowym, pięknym świecie, gdzie mogą swobodnie poznawać przyjaciół wszystkich nacji, bo to dzięki angielskiemu dogadają się praktycznie w każdym miejscu na świecie. Bez niego zaś są niczym inwalidzi. I oczywiście, języka można nauczyć się zawsze, nawet mając 90 lat. Nie jest jednak tajemnicą, że dzieciom nauka ta wchodzi zdecydowanie prościej, co więcej, zaczynając w młodym wieku, mają szanse nabyć piękny akcent. Często słyszę zarzuty, że uczenie dwulatka to okrucieństwo, że w ten sposób zabieram mu dzieciństwo. No to ja zapraszam na lekcję próbną do mojej szkoły – niech każdy niedowiarek zobaczy te maluchy, gdy kleją z masy solnej, puszczają bańki, tańczą i huśtają się na hamaku uśmiechnięte od ucha do ucha. Doprawdy, istna to męczarnia ;)

    Wiemy, że zrezygnowałaś z makijażu na co dzień i bardzo dobrze – również wierzymy, ze to nowy trend, który stoi w opozycji do doskonale wykonturowanych, ale nienaturalnych twarzy. Skóra, która nie jest obciążana codzienną porcją kolorowych kosmetyków, odwdzięcza się zdrowym wyglądem. Jakie skutki redukcji makijażu zauważyłaś na swojej twarzy?
     
Aby była jasność – zrezygnowałam z makijażu na co dzień, ale na imprezy czy inne, większe wyjścia nadal go robię. I tu, faktycznie, za każdym razem po takiej tapecie, widzę ogromną różnicę w wyglądzie skóry. Trudno się zresztą dziwić, wystarczy sobie wyobrazić, co musi się dziać pod podkładem i pudrem, gdy twarz się spoci. Rano całe czoło mam w wypryskach i dopiero kilka myć dobrym peelingiem i kremy nawilżające, sprawiają, że cera wraca do pierwotnego stanu. Poza tym, kocham to uczucie wolności, które daje mi brak przymusu codziennego poświęcania czasu na malowanie. Tym bardziej, że nigdy nie byłam specjalnie utalentowana plastycznie i dobry makijaż zajmuje mi koszmarnie dużo czasu :D

   Mniej makijażu, więcej pielęgnacji – co robisz, aby Twoja skóra zachowała blask przy wszystkich nieprzespanych nocach i obowiązkach super mamy?
     
Podstawą jest codzienne mycie buzi i dobry krem na noc. Nie ma nic gorszego niż zaparzenie cery na poduszce pod tłustym i ciężkim podkładem. Ponadto staram się używać dobrych, eko-kosmetyków, które nie straszą całą tablicą Mendelejewa w składzie.



    Udało się nam dowiedzieć, że w wolnych chwilach uwielbiasz rytuały kąpielowe w domowej łazience – opowiedz, co robisz wtedy dla swojej duszy i ciała.

T  Tak, moja kąpiel to moja świętość. Nawet Tymon wie, że wtedy nie należy mi w żaden sposób przeszkadzać :D Rytuał zaczynam od dodania do wody cudownego, granatowego olejku do kąpieli z patchouli i drzewem sandałowym. Obowiązkowo mojemu wymoczeniu towarzyszyć musi serial, odpalony na postawionym w oddali laptopie, bez tego relaks jest jakiś niepełny :D Potem oczywiście szorowanie całego ciała i włosów, maski i inne cuda. Na koniec suszenie i układanie włosów i viola, jestem gotowa żeby wskoczyć pod pierzynę ;)

Przydatne linki: Maria Bros - blog / IG: @@mariabros / Maria na Facebooku

września 13, 2018

Powiedz STOP zanieczyszczeniom

Powiedz STOP zanieczyszczeniom

Życie w miejskiej dżungli oznacza szereg wyzwań dla naszej skóry i włosów, które przez cały rok narażone są na działanie różnych szkodliwych czynników. Muszą radzić sobie z promieniowaniem UV, smogiem, kurzem, pyłem, zanieczyszczeniami i suchym powietrzem w klimatyzowanych pomieszczeniach. Wszystko to sprawia, że skóra i włosy mogą stracić blask, zdrowy wygląd oraz witalność. Czy jesteśmy na to skazani? Okazuje się, że niekoniecznie. Stworzyliśmy serię kosmetyków antipollution, które zapewniają detoks skóry i włosów, a także chronią przed wnikaniem nowych zanieczyszczeń. Wszystko za sprawą składnika aktywnego o wyjątkowych właściwościach, który okazał się niezwykle pomocny w walce ze smogiem oraz toksynami. Dowiedz się, co może zrobić dla Ciebie.




Miejski mikroklimat


Nasza skóra narażona jest na promieniowanie słoneczne oraz zanieczyszczenia powietrza pochodzące np. ze spalin samochodowych. Do tego dochodzi kwestia suchego powietrza w biurach i instytucjach użytku publicznego, sztuczne oświetlenie i kurz. W okresie jesienno-zimowym wrogiem zdrowia naszej skóry oraz całego organizmu jest smog, który wraz z sezonem grzewczym pojawia się w większości miast naszego kraju. Skóra jest szczególnie narażona na kontakt z zanieczyszczeniami, dlatego tak ważna jest jej ochrona.

Wpływ smogu na skórę i włosy


Smog (ang. smoke „dym", fog „mgła") zawiera zanieczyszczenia takie jak metale ciężkie, tlenki azotu, pyły niskocząsteczkowe oraz inne substancje rakotwórcze. W okresie jesienno-zimowym spada nasza odporność a wraz z nią funkcje barierowe skóry i włosów. Dlatego też więcej toksyn jest w stanie przeniknąć do ich wnętrza. Skóra zatruta smogiem wygląda na zmęczoną i pozbawioną witalności, mogą pojawić się na niej wysypki, egzemy czy przebarwienia. Włosy stają się suche, szorstkie, łamliwe i łatwo się elektryzują. Smog i zawarte w powietrzu pyły mogą powodować też powstawanie wolnych rodników niekorzystnie wpływających na skórę i wywołujących stres oksydacyjny w komórkach całego organizmu, powodujący ich uszkodzenia i starzenie się.




Co to jest stres oksydacyjny?


Aby w świecie natury panowała harmonia, każdy jej element powinien znajdować się w stanie równowagi. W naszych organizmach znajdują się cząsteczki odpowiedzialne zarówna za utlenianie (oksydanty, wolne rodniki) jak i jak za hamowanie tego procesu (antyoksydanty). Obie te grupy związków są bardzo istotne w codziennym funkcjonowaniu organizmu, jednak kiedy produkcja wolnych rodników znacząco się zwiększa lub kiedy aktywności antyoksydantów spada, w komórkach powstaje stres oksydacyjny. Powoduje on uszkodzenia komórek, ich mutacje, a nawet śmierć. Może prowadzić więc do powstawiania chorób neurodegeneracyjnych czy nowotworów.

Wolne rodniki generowane są w organizmie przede wszystkim podczas oddychania (w trakcie przemian energetycznych) i rozpadu związków biologicznie czynnych (np. niektórych hormonów czy hemoglobiny). Ich produkcja wynika jednak także z oddziaływania na komórkę czynników fizycznych takich jak promieniowanie UV, wysoka temperatura, ultradźwięki a także podczas metabolizmu niektórych substancji, które dostały się do organizmu. Są to m.in. związki zawarte w smogu, dymie papierosowym czy różnych lekach.


Aby ograniczać nadmierną produkcję wolnych rodników i stres oksydacyjny, zaleca się:


- dietę bogatą w antyoksydanty

- stosowanie filtrów UV podczas przebywania na słońcu

- stosowania filtrów powietrza w domach i biurach

- ograniczenie palenia papierosów i picia alkoholu

- ograniczanie stresu.



Detoks skóry narażonej na smog i zanieczyszczenia


Jak ochronić skórę i włosy przed szkodliwym działaniem zanieczyszczeń? Najważniejszą zasadą pielęgnacji jest dokładne ich oczyszczanie oraz zapobieganie wnikaniu kolejnych.

Nowoczesne kosmetyki antipollution zapewniają dogłębny detoks z toksycznych substancji, które wchłonęły skóra i włosy, a także zapewniają im ochronę, tworząc na nich zabezpieczający film. Taka warstwa ochronna sprawia, że toksyny nie wnikają do wnętrza organizmu z taką łatwością, jak przed zastosowaniem kosmetyków antysmogowych.

Wyciąg z kiełków rzeżuchy kontra zanieczyszczenia


Nie mamy wielkiego wpływu na stan powietrza, jakim oddychamy w wielkich aglomeracjach miejskich oraz na mikroklimat, jaki panuje w naszych biurach, jednak nie jesteśmy całkowicie bezradni. Natura wyposażyła nas w skuteczną broń przeciwko toksycznym czynnikom. Wyciąg z kiełków niepozornej rzeżuchy posiada szereg cennych właściwości, które pomagają oczyszczać skórę z wchłoniętych zanieczyszczeń, wzmacniają jej barierę ochronną oraz zapobiegają wnikaniu nowych toksyn.

Ekstrakt z kiełków rzeżuchy działa oczyszczająco na skórę i chroni komórki przez stresem oksydacyjny. Wynika to z wysokiej zawartości sulforafanu - substancji stymulującej syntezę antyoksydantów oraz enzymów odpowiedzialnych za detoksykację komórek. Udowodniono również, że związek ten zapobiega uszkodzeniom DNA komórek, przez co chroni je przed przedwczesnym starzeniem. W ekstrakcie z kiełków rzeżuchy znajduje się także pullulan wykazujący działanie prebiotyczne.




Antysmogowe kosmetyki _Element


Stworzyliśmy serię kosmetyków, które odpowiadają potrzebom skóry i włosów osób żyjących rytmem dużego miasta. Zacznijmy od twarzy – antysmogowy krem na dzień z wyciągiem z kiełków rzeżuchy i filtrem SPF 10 chroni delikatną skórę, usuwa zanieczyszczenia, nawilża i sprawia, że wygląda młodziej. Podobnej pielęgnacji wymaga skóra dłoni, dla których stworzyliśmy maskę ochronną, a do mycia całego ciała żel peelingujący wzbogacony drobinkami węgla aktywnego.
Węgiel aktywny to substancja, której struktura przypomina porowatą gąbkę. Posiada zdolności do silnej absorbcji, dzięki którym pochłania np. toksyny i zanieczyszczenia. Jego dodatek w kosmetykach powoduje również usuwanie nadmiaru sebum oraz zrogowaciałego naskórka. Neutralizuje nieprzyjemne zapachy, działa antybakteryjnie oraz przeciwzapalnie, oczyszcza i odświeża skórę oraz włosy. Aktywny węgiel chroni także przed wchłanianiem nowych zanieczyszczeń oraz pobudza proces odnowy komórkowej. Jest więc idealnym składnikiem kosmetyków antipollution.

Jak chronić włosy przed smogiem?


Kiedy myślimy o chronieniu naszego ciała przed zanieczyszczeniami, nie możemy zapominać o włosach, które są w takim samym stopniu narażone na działanie toksyn, co reszta ciała. Z myślą o ich dobrej kondycji skomponowaliśmy oczyszczająco-ochronny zestaw do zadań specjalnych. Szampon z wyciągiem z kiełków rzeżuchy uwalnia włosy od zanieczyszczeń, które wchłonęły, odżywka odbudowuje naruszoną strukturę włosów, a lekki spray zabezpiecza je przed wnikaniem nowych toksyn. Razem tworzą ochronną tarczę, która pomaga przetrwać w miejskiej dżungli.



Co jeszcze możemy zrobić dla naszej skóry i włosów?


Codzienną pielęgnację kosmetykami antipollution warto wesprzeć higienicznym trybem życia oraz uzupełnić dobrymi nawykami. Odwodniona skóra potrzebuje wody, zamieńmy więc kawę i herbatę na butelkę niegazowanej wody mineralnej. Starajmy się w miarę możliwości wietrzyć pomieszczenia biurowe, a w zimie używać oczyszczacza powietrza. Nie zapominajmy również o treningu, jako że wysiłek fizyczny powoduje silne dotlenienie organizmu. A troskę o włosy i skórę zostawmy kosmetykom antysmogowym _Element.

sierpnia 24, 2018

Być popularnym na Instagramie to jak być milionerem w monopoly. Rozmowa z Basią Tworek

Być popularnym na Instagramie to jak być milionerem w monopoly. Rozmowa z Basią Tworek

Wiele kobiet, które otacza nas w codziennym życiu, ma w sobie ogromną energię. Moc tworzenia i działania, która inspiruje. Siłę, która pozwala uparcie dążyć do celu. Przedstawiamy ich sylwetki w cyklu wywiadów #kobiecyelement.

Poznajcie Basię Tworek, kolejną bohaterkę akcji! Basia to pasjonatka i nauczycielka jogi, która o praktykach kojarzonych z wyższą duchowością potrafi mówić w sposób lekki, zabawny i przystępny. Nam opowiada o pielęgnacji Wewnętrznego Dziecka, jodze na Instagramie oraz medytacji w dobie elektro.





Tak na prosty rozum – czym jest joga? Jaka jest jej istota?


Współcześnie joga postrzegana jest głównie przez pryzmat tego, co znamy z mediów, czyli ćwiczeń fizycznych (asan). Tymczasem asany to tylko jedno z narzędzi jogi, a ich celem powinno być utrzymywanie naszego ciała w zdrowiu i wolności od napięcia. Jako jeden z sześciu tradycyjnych systemów filzofii (nie religii) indyjskiej, joga zajmuje się związkiem pomiędzy ciałem a umysłem. Istotą jogi jest wprowadzanie w całym naszym życiu trwałych zmian na lepsze. Możemy osiągnąć to nie tylko poprzez ćwiczenie ciała, ale również (a raczej przede wszystkim) poprzez medytację, samoobserwację, uważność, koncentrację oraz ćwiczenie samokontroli i siły woli. Jako psycholog zajmuję się właśnie tymi kwestiami – chciałabym, żeby w mojej pracy nauczyciela jogi było mniej akrobatyki, a więcej praktycznych narzędzi pomagających nam radzić sobie ze stresem, obniżonym nastrojem i przepracowaniem. Ostatecznie ważniejsze od założenia nogi za głowę jest to czy czujemy się szczęśliwi i bezpieczni w świecie.



Na Twoim blogu przeczytaliśmy, że „joga postrzegana jest jako praktyka, która nas wyzwala. Od czego? Od nas samych”. Bardzo nas zaintrygowało to zdanie – od czego uwalnia Ciebie?


To zdanie odnosiło się do akapitu, w którym pisałam o tym jak często stajemy się więźniami swoich myśli, przekonań i nawykowych reakcji. Trenując uważność mamy szansę zaobserwować swoje tendencje i powoli zacząć je zmieniać na bardziej wspierające. Nie jesteśmy więźniami swoich umysłów i swoich nawyków – w tym jodze jest bardzo blisko do neuronauki, czyli stosunkowo młodej, ale prężnie rozwijającej się gałęzi psychologii.
Odpowiadając na wasze pytanie: praktyka jogi pomaga mi radzić sobie ze stresem psychicznym i bólem fizycznym (mam BARDZO krzywy kręgosłup i bez regularnej praktyki asan skończyłabym pewnie na stole operacyjnym i na lekach przeciwbólowych). Dla mnie to przede wszystkim wolność od napięcia – we wszystkich sferach mojego życia.

Czy joga nierozerwalnie łączy się z religią i czy można ją praktykować, pomijając duchowy aspekt? 


Joga to nie religia, tylko jeden z sześciu klasycznych systemów filozofii indyjskiej. Jako system filozoficzny poszukuje przede wszystkim odpowiedzi na dobrze znane z internetowych memów pytanie: Jak żyć? Stawiamy sobie je wszyscy, niezależnie od wyznawanej religii, szerokości geograficznej, czy statusu społecznego. Z tego też powodu możemy powiedzieć, że joga jest poza wszelkimi religiami i praktykować może ją każdy. Natomiast nietrudno zauważyć, ze jest ona mocno zakorzeniona w kulturze indyjskiej, z której się wywodzi.


O praktykach, które jednoznacznie kojarzą się z wyższą duchowością, potrafisz mówić i pisać w sposób niezwykle lekki, łatwy, przystępny. Mamy wrażenie, że dzięki takim mediom jak Instagram sprowadzasz praktykę jogi ze strefy niedostępnego sacrum do miejsca, w którym każdy może poczuć się komfortowo z własnym ciałem i duszą. Jesteś nie tylko ninja-joginką, ale również social media ninja! Jak internet i Instagram pomagają Ci propagować praktykę jogi?


Uważam, że wiedza staje się bezużyteczna, jeśli nie potrafimy dzielić się nią mówiąc prostym i zrozumiałym językiem, ze szczyptą poczucia humoru – odnosi się to do każdej dziedziny wiedzy (w moim przypadku do jogi i psychologii).
Żyjemy w niesamowitych czasach – internet skrócił dystans i sprawił, że cały świat znajduje się właściwie na wyciągniecie ręki: mamy darmowy dostęp do wiedzy i najnowszych badań, możemy podróżować z gogle maps, a nawet zwiedzać największe muzea i podglądać kosmos! Dzięki platformom streamingowym to my decydujemy kiedy obejrzymy ulubiony serial i czy zobaczymy wszystkie odcinki na raz. Możemy praktykować jogę w domu, zrobić kurs e-learningowy, albo spędzić cały dzień na czytaniu plotek i oglądaniu memów.
Social media, takie jak instagram, facebook, youtube, twitter, soundcloud… sprawiły, że każdy z nas ma szansę stać się nadawcą: tworzyć teksty, zdjęcia, muzykę, dzielić się sobą ze światem.
Wiem, że internet ma mnóstwo ciemnych stron, a NADużywanie urządzeń mobilnych negatywnie działa na nasz mózg, ale ja jestem ogromną fanką współczesnej technologii i staram się wykorzystywać ją w celach edukacyjnych – upowszechnianie jogi i wiedzy psychologicznej sprawia mi ogromną radość. A instastories traktuję jak miejsce, w którym mogę dać ujście swojej kreatywności: dla mnie to trochę taki 24-godzinny videoart 
Lubię się dzielić i czuję się szczęściarą, że są ludzie, których interesuje to, co mam im do zaoferowania. Jednocześnie zawsze mam z tył głowy zdanie: „być popularnym na instagramie to jak być milionerem w monopoly”. Pokora i ugruntowanie są w tym wszystkim superważne. Tak jak wylogowanie się do życia, posiadanie relacji z ludźmi z krwi i kości i prowadzenie lekcji na żywo.


Stan Skupienia to studio jogi przy warszawskim Placu Zbawiciela, gdzie prowadzisz swoje autorskie zajęcia. Opowiedz nam coś więcej o tym miejscu i jodze, której uczysz.


Stan Skupienia jest ekstra! Tworząc go myślałam o miejscu w którym wszyscy czuliby się jak w domu – wyluzowani, swobodni, bezpieczni i zadowoleni. Małe grupy i rodzinna atmosfera. Mam poczucie, że razem z teamem nauczycielskim udało nam się to osiągnąć. Grupy są małe, zajęcia zindywidualizowane, a ludzie którzy przychodzą na jogę po prostu świetni. Nie będę wam gadać – po prostu przyjdźcie i sprawdźcie jak się u nas czujecie :)


Wydaje nam się, że masz doskonały kontakt ze swoim Wewnętrznym Dzieckiem, które pozwala ci odkrywać rzeczywistość z entuzjazmem i bez strachu przed porażką. Jak o nie dbać?


W procesie duchowego wzrastania uczymy się, że dojrzałość nie musi być zawsze poważna. Jeśli miałabym wymienić cechy, które kojarzą się z dziecięcym (nie dziecinnym!) podejściem, z całą pewnością znalazłyby się wśród nich ciekawość, świeżość, radość, próbowanie, dziwienie się, inwencja i instynkt…
Myślę, że w dbaniu o nasze wewnętrzne dziecko pomaga pielęgnowanie w sobie postawy życzliwego obserwatora, który mówi: „Bój się i rób” i wspiera naszą spontaniczność. Może to jest recepta...?

Na swoim blogu piszesz o „medytacji w dobie elektro” – no właśnie, jak odnaleźć spokój w czasach pędzącej bez tchu rzeczywistości? Czy każdy z nas, gdy odrobinę się postara, może znaleźć czas na codzienną medytację? Jak zacząć?


Mój nauczyciel Maciej Wielobób zawsze powtarzał, że jeśli nie masz czasu na medytację, to znaczy że właśnie wtedy najbardziej jej potrzebujesz.
Oczywiście potrzebujemy pewnej dozy siły woli, żeby usiąść do medytacji, która na początku nie wydaje się czymś atrakcyjnym (myślę, że nikt z nas nie miałby problemów z wymyśleniem na poczekaniu 5 czynności które są o wiele ciekawsze niż siedzenie w bezruchu i obserwowanie wdechów i wydechów…). Ale jej efekty odczuwamy już po pierwszych 5 minutach – mniej stresu, więcej spokoju, luzu i zrównoważenia. Regularnie praktykowana medytacja ma też mnóstwo ukrytych zalet, takich jak poprawa siły woli, poprawa pamięci, zmniejszenie poziomu lęku, zwiększenie stabilności emocjonalnej i zwiększenie odporności.
Jednym słowem: opłaca się! A medytacja jest łatwiejsza niż myślisz – to nie są słowa bez pokrycia! Na moim YouTube wrzuciłam bardzo prostą praktykę na co dzień.



Czy praktykowanie jogi wpływa na poziom akceptacji naszego ciała, umysłu, charakteru, wad i zalet? A także całokształtu rzeczywistości, która nie zawsze bywa kolorowa?


Ja głęboko wierzę, że tak i staram się dzielić tym ze swoimi uczniami. Na zajęciach uczymy się pracować z ciałem w atmosferze wolnej od osądów i rywalizacji. Uczymy się akceptować swoje ograniczenia, których nie da się zmienić i szukamy w sobie odwagi do tego, żeby przekraczać siebie w tych aspektach, na które mamy wpływ.
Myślę jednak, że bez problemu spotkasz osoby fizycznie i psychicznie pokiereszowane przez „nauczycieli”. Znalezienie dobrego i kompetentnego nauczyciela jogi to ciągle spore wyzwanie. Mój nauczyciel mówi że angielskie „mystic” i „mistake” brzmią niestety bardzo podobnie.

Pielęgnacja duszy to jedno, a pielęgnacja ciała to drugie. Uważasz, że obie kwestie nierozerwalnie się ze sobą łączą? Która z nich jest ważniejsza?


Skończyły się już czasy platońskiego i kartezjańskiego dualizmu: oddzielenia duszy/umysłu od ciała. It’s over!
Jesteśmy jedną, nierozerwalną całością. Mówię to jako jogin, a przede wszystkim jako psycholog. Dbajmy o SIEBIE, nie zaniedbując żadnego aspektu swojej egzystencji. Stan naszego ciała: układu nerwowego, narządów wewnętrznych, hormonów, flory jelitowej, tego co jemy, jak się ruszamy i czym oddychamy, bezpośrednio przekłada się na nasze emocje, myśli, wybory i samopoczucie. A myśli i emocje oddziałują na ciało.
Jeśli będziemy świadomi tej zależności i niepodzielności, oraz weźmiemy za siebie odpowiedzialność – zmieni się bardzo dużo. Tu zaczyna się joga.


Założymy się, że również ze zwinnością ninjy poruszasz się w temacie pielęgnacji ciała – zdradzisz nam swój ulubiony, prywatny trik pielęgnacyjny?


Myję całe ciało szorstką rękawicą, a po kąpieli/prysznicu zawsze wcieram w ciało balsam i przy okazji się masuję, myśląc dobre rzeczy o miejscach, których akurat dotykam. Robię tak zawsze, odkąd pamiętam. Ciało słyszy nasze myśli i żywo na nie reaguje – chciałabym, żeby wiedziało że lubię w nim być i doceniam to, że codziennie robi te wszystkie niesamowite rzeczy jak trawienie, pompowanie krwi i uczenie się nowych ruchów. I że dostarcza mi przyjemności. Jeśli w ciele nie ma przyjemności, to nie chce się w nim być, prawda?






Przydatne linki: basiatworek.pl / IG: @basiatworek_ninjayogi / Basia na Facebooku